Filmy Bollywood

Veere Di Wedding (2018) – bo małżeństwo i rodzina są jednak najważniejsze

Ostatnio miałam mały kryzys z oglądaniem filmów. Winę całkowicie zrzucam na upały, które odbierały mi siły już zaraz po przebudzeniu. Na szczęście na weekend przyszło ochłodzenie, więc postanowiłam wziąć się w garść i wrócić na porządnie do swojego wakacyjnego wyzwania. Jako że na dniach dodano wreszcie film Veere Di Wedding z napisami angielskimi, długo się nie zastanawiałam i na przedpołudniowy sobotni seans wybrałam właśnie ten tytuł. Czy był to jednak dobry wybór? 

veere-di-wedding-first-poster-out-kareena-kapoor-sonam-kapoor_d5f0646ab2059d3424ab36e5cf109365.jpg
Kliknij w plakat po więcej informacji o filmie

Niestety, nie do końca. Nie ukrywam, że kiedy wypuszczono pierwsze informacje o tym projekcie, byłam zaintrygowana. Plakat oraz obsada bardzo mnie zachwyciła, zwiastun już trochę mniej, ale i tak wyczekiwałam dnia, kiedy będę mogła obejrzeć Veere Di Weeding. Niestety, moje ciche obawy, że film okaże się być przeciętny i za bardzo przegadany, poniekąd się spełniły. Mimo to, oglądałam dalej, bo gdzieś głęboko, głęboko wierzyłam, że zaraz mnie jednak zaskoczy i okaże się być dobry.

No i nie zaskoczył. To taki średniaczek, który bardzo chciałby być dobry. Uwielbiam, kiedy tak mocno i głośno twórcy promują swoje dzieło przed premierą, a później okazuje się ono klapą i totalnym niewypałem. Dlatego tak sceptycznie podchodzę do wydarzeń promocyjnych w indyjskim przemyśle filmowym i nie tylko… Wracając jednak do filmu, przede wszystkim najbardziej leży tutaj scenariusz. Od samego początku nie mogłam pojąć, o co w ogóle tutaj chodzi. Poznajemy cztery przyjaciółki, które właśnie skończyły szkołę i niby są ze sobą bardzo zżyte (szkoda, że tylko w scenariuszu, bo jakoś na ekranie nie potrafiłam tego dostrzec). Każda z nich jest oczywiście różna i ma swój (chyba?) plan na życie. Mija 10 lat, przyjaciółki mieszkają w zupełnie innych miastach, a nawet krajach i niby nadal utrzymują ze sobą kontakt, co ani razu w sumie nie jest pokazane i musiałam się tego domyślić. Akcja toczy się dalej i widzimy, że jedna z przyjaciółek, ta, co niby tak bardzo twierdziła, że nigdy nie wyjdzie za mąż, zaręcza się. Jej paczka dowiaduje się o tym i wszystkie zjeżdżają się do Delhi, by razem świętować.

veere-2

Mówi się, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Według mnie nie odnosi się to tylko do ludzi, ale również do filmów, książek i innych dzieł kulturalnych. Dlatego uważam, że początek filmu jest bardzo ważny. Musi zainteresować widzów już od pierwszych minut, sprawić, że będą chcieli go dalej oglądać. W Veere Di Wedding początkowe sceny wydawały mi się jakby były osobnymi klatkami, które w ogóle nie łączyły się w całość i na spokojnie mogłyby znaleźć się w jakimś innym filmie. Ja rozumiem, trzeba przedstawić postacie,  pokazać, jakie są i co się z nimi obecnie dzieje, ale czy nie można było tego zrobić w nieco inny, ciekawszy sposób? I tak oto dowiadujemy się, że: Avni Sharma (Sonam Kapoor) jest prawniczką, której matka marzy tylko o tym, aby ta wreszcie wyszła za mąż; Sakshi Soni (Swara Bhaskar) to alkoholiczka, której małżeństwo okazało się być porażką; Meera Kaur Sood Stinson (Shikha Talsania) uciekła z domu, by posłubić Amerykanina, przez co jej ojciec się do niej nie odzywa, a Kalindi Puri (Kareena Kapoor) to przyszła panna młoda i ma problem z rodziną swojego narzeczonego, bo za bardzo wtrąca się w przygotowania do ślubu.

veere-3

Film miał w moich oczach spory potencjał, ale niestety twórcy chyba chcieli za bardzo zrobić z tego nowoczesną komedię, w której bohaterki byłyby wyzwolonymi kobietami,  ale nadal zmagającymi się ze staroświeckim myśleniem. Dlatego tak dużo znajdziemy tutaj przekleństw (zbędnych w niektórych momentach) i wulgarnych zachowań głównych postaci. W dodatku w ogóle nie czułam chemii pomiędzy tą czwórką, tak bardzo zżytych ze sobą przyjaciółek. Naprawdę, miałam wrażenie, że kiedy Sonam tuliła się do Kareeny, to jakby robiła to na siłę. Nie wiem, czy lubią się w życiu prywatnym, ale przyjaźni do siebie to one na pewno nie potrafiły pokazać przed kamerą… To samo tyczy się również reszty. Rozwój akcji też jest jakiś nijaki, czasami nie rozumiałam, co, jak i dlaczego. Na przykład wątek z wyjazdem dziewczyn, wydał mi się tak bardzo wciśnięty na siłę i przez cały czas zastanawiałam się, dlaczego nie mógł się odbyć szybciej, a nie po ich dziwnej kłótni i po co on w ogóle był. 😛

veere-4

Podsumowując, Veere Di Wedding nie jest najgorszym filmem, który widziałam. Było kilka momentów, w których mnie rozbawił, ale niestety to nie wystarczy, by od razu nazwać go dobrym. Tak jak wcześniej napisałam, to średniaczek, którego twórcy trochę pogubili się we własnych pomysłach i chyba nie do końca zgadali się, o czym ma w ogóle być ten film. O nowoczesnych dziewczynach, o przyjaźni, o miłości, o ślubie czy może odważnym miszmaszem tego wszystkiego? Cokolwiek mieli w zamiarach, jakoś mnie tym nie przekonali. Oczywiście nie żałuję, że obejrzałam Veere Di Wedding, ale ten jeden raz w zupełności mi wystarczy. Generalnie, nie polecam jakoś szczególnie, ale obejrzeć można.

2 i pol serv

_____________________________________________________

Jesteście ciekawi Veere Di Wedding? Obejrzycie go?
A może już widzieliście? Dajcie znać w komentarzach! 😉 

Zwiastun:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s